V Niedziela Wielkanocna J 15, 1-8

Św. Cezary z Arles w jednym ze swoich kazań stara się pocieszyć małżonków, którzy nie mogą mieć dzieci. Podejmując problem, który również dzisiaj dla wielu małżeństw jest bardzo bolesny, mówi, że ich dziećmi jest dobro, które czynią.

Dobre czyny są dziećmi

Dobre czyny są dziećmi, które nie przychodzą na świat z nicości, ale potrzebują kogoś, kto je na ten świat wprowadzi. Ci, którzy codziennie czynią dobro, nieustannie duchowo rodzą swoje potomstwo. Zrządzeniem losu można nie mieć dzieci na sposób natury, jednak większym nieszczęściem jest bezpłodność duchowa. Dobre czyny są dziećmi, które nigdy nie umrą, ponadto nie pozwolą umrzeć swoim rodzicom. Każdy człowiek, jeżeli tylko chce, może owocować dobrem. Nikt nie jest w takim położeniu, żeby to owocowanie dobrem nie było możliwe.

Dzisiejsza Ewangelia o winnym krzewie i latoroślach może pomóc nam zrozumieć, że w takim życiu jakie ono jest, możemy przynosić owoce dobra. Nie potrzebujemy jakiegoś innego życia, żeby się zbawić. Tylko w takim życiu, a nie w jakimś innym, tym z naszych marzeń, możemy spotkać Boga. Owocność naszego życia nie zależy od tego kim jesteśmy, ale od tego jak przeżywamy to, co spotyka nas każdego dnia.

(Bez)owocne życie

Dla nas chrześcijan odpowiedź na pytanie jakie życie jest udane, jest bardzo prosta. Życie udane i sensowne to takie, w którym mam realną więź z Bogiem. Jestem w Niego wrośnięty, jak gałązka winnej latorośli w winny krzew.

Ilustracją do dzisiejszej Ewangelii może być historia życia błogosławionego Karola de Foucauld. Urodził się w połowie XIX wieku. Ateista i oficer wyrzucony z wojska za skandal obyczajowy. Po nawróceniu nie chciał już nigdy rozstawać się z Bogiem. Dlatego wstąpił do trapistów.

Życie mnicha mu jednak nie wystarczało. Zamieszkał na pustyni wśród Tuaregów. Marzył o nowym surowym i radykalnym zakonie. Dla braci, którzy chcieliby pójść w jego ślady, napisał regułę. Niestety nikogo za sobą nie pociągnął. Nie znalazł się nikt, kto chciałby żyć podobnym marzeniem. Został zabity przez szesnastoletniego muzułmanina. Prawdopodobnie zginął od przypadkowego strzału. Przybyli na miejsce francuscy oficerowie obok ciała Karola de Foucauld znaleźli porzucony w piasku Najświętszy Sakrament. Jeden z nich podniósł Hostię i ją przyjął.

Plany

Oceniając tylko po ludzku, życie Karola de Foucauld skończyło się kompletnym fiaskiem. Nie udało mu się osiągnąć wyznaczonych przez siebie celów. Jego marzenia umarły razem z nim na pustyni.

Długo po jego śmierci ktoś odnalazł regułę i postanowił żyć według zapisanych w niej zasad. Tak powstali Mali Bracia Jezusa. Marzenia Karola de Foucauld spełniły się w zupełnie inny sposób niż planował. Miłość do Boga zaowocowała po latach na gruzach jego życia. Nie odniósł on sukcesu, ale kochał.

Widok Najświętszego Sakramentu leżącego na pustynnym piasku obok jego ciała streszcza historię jego życia, w którym najważniejsza była miłość do Boga. Miłość pomogła mu przetrwać wszystkie trudne sytuacje, które były zupełnie inne niż jego plany i marzenia, a które w perspektywie dzisiejszej Ewangelii były przycinaniem winnej latorośli jego życia, żeby mogło ono przynieść obfity owoc.

Porażki

Trudności na jaki napotykamy, porażki w realizacji naszych planów, a nawet cierpienie z tym związane mogą być tym, co najlepsze na drodze naszego życia. Nieraz, chociaż tego nie dostrzegamy, chronią nas one przed iluzjami, do których się przywiązujemy, a które nie mają żadnej wartości. Innym razem chronią nas przed popełnianiem błędów i grzechów zabijających w nas duchowe wzrost.

Ewangelia obiecuje duchowy wzrost, ale obiecuje go pod warunkiem, że będziemy mieć realną więź z Bogiem. Nigdzie w Ewangelii nie jest zapisane, że Bóg będzie wspierał i błogosławił wszystkim naszym planom i zamiarom. Te po prosu często są bardziej lub mniej subtelną realizacją drzemiącego w nas egoizmu, albo nie są aż tak ważne jak się nam pierwotnie wydawało. Kiedy doznajemy w życiu jakiejś porażki, kiedy po raz kolejny burzone są nasze dobre plany i szlachetne zamiary to cierpienie, i rozgoryczenie z tym związane, są czymś naprawdę trudnym i realnym.

Nie ma sensu wówczas wmawiać sobie, czy pocieszać innych, że właściwie stało się dobrze, że dzięki porażce staliśmy się bardziej dojrzali i doświadczeni życiowo. Nasz ból jest wówczas czymś naprawdę realnym i zamiast zamykać się w nim, warto porozmawiać o nim z Bogiem. Być może z czasem dopuścimy do siebie myśl, że nasza porażka może być ewangelicznym przycinaniem winnej latorośli naszego życia dzięki, któremu może ono przynosić większy owoc. Nie raz było przecież tak, że kiedy legły w gruzach jakieś ważne dla nas plany bardziej dojrzewaliśmy, jednak zawsze potrafiliśmy dostrzec to znacznie później. Trzymaj się mocno Boga, a niezależnie od tego co robisz i kim jesteś twoje życie będzie owocne. Nikomu tak jak Bogu nie zależy na twoim dobru. Zależy Mu na tym bardziej niż tobie.

Porzuuć swój plan. Chwyć się Bożego.

Należę do zakonu, który powstał po części z niespełnionego marzenia. Święty Dominik marzył, aby głosić Ewangelię Kumanom. Poprosił nawet papieża Inocentego III, aby ten wyznaczył go do tego dzieła i wysłał go w daleką drogę. Papież nie zgodził się na prośbę Dominika. Wysłał go natomiast znacznie bliżej. Dominik posłuszny woli papieża zajął się głoszeniem Ewangelii heretykom, którzy opanowali południową Francję.

Im bardziej oddawał się głoszeniu Słowa Bożego, tym odleglejsze i nierealne stawało się marzenie o nawracaniu Kumanów. Gdyby Dominik dopuścił do siebie frustrację lub za wszelką cenę dążył do realizacji swoich osobistych planów, jego życie nie byłoby tak owocne. Nie rozświetliłby Ewangelią życia wielu ludzi, których spotkał. W założonym przez niego zakonie wielu braci dominikanów odnalazło sens swojego życia i zdobyło świętość. Nie byłoby tak bez jego miłości do Boga i pokory, która pozwalała mu dostrzec, że Bóg może pokierować naszym życiem w sposób dla nas najlepszy, a jednak obok naszych planów i marzeń.

„Dlatego Ci, którzy cierpią na niepłodność ciała, niech pielęgnują płodność dusz; ci, którzy nie mogą mieć cielesnych dzieci, niech usiłują duchowo je urodzić. Wszystkie dobre dzieła są naszymi dziećmi. Ci, którzy spełniają codziennie dobre uczynki, nieustannie duchowo rodzą dzieci. To są nasze dzieci, które nie tylko nie umierają, ale nawet swoim rodzicom nie pozwalają umrzeć na wieki.” (św. Cezary z Arles)