IV niedziela Wielkanocna

J 10, 11-18.

Ojciec

Mój świętej pamięci ojciec zapewne byłby zdziwiony gdyby się dowiedział, że to on nauczył mnie modlić się. Jego zdziwienie byłoby tym większe, że nigdy nie rozmawialiśmy na temat modlitwy, nie nakazywał mi się modlić, nie pilnował nawet tego czy chodzę do kościoła. Mój ojciec po prostu modlił się. Wieczorem przed snem klękał do swojej osobistej modlitwy. Kiedy umarł zdałem sobie sprawę, że podstawowym wspomnieniem, związanym z moim ojcem, jakie zostało w mojej pamięci to wspomnienie dotyczące jego wieczornej modlitwy tuż przed snem.

Przykład mojego ojca był w moim życiu ważniejszy niż późniejsze doświadczenie zakonu, gdzie spotkałem ludzi modlitwy, od których mogłem nauczyć się wiele. Z domu wyjechałem bardzo wcześnie, wiele już lat przeżyłem w zakonie, tym bardziej mnie samego zaskoczył fakt, gdy po śmierci mojego ojca zrozumiałem, że to właśnie on miał decydujący wpływ na to, że teraz się modlę.

Dobry Pasterz

Dzisiejsza Ewangelia mówi o Jezusie Dobrym Pasterzu. Jest to Ewangelia, która może uświadomić nam, że mamy na siebie nawzajem wpływ. Dla siebie nawzajem mamy być pasterzami. Takie jest powołanie każdego chrześcijanina. Chrystus jest naszym Pasterzem, który nas prowadzi. Wierność jego słowu chroni przed złem. Naśladowanie Chrystusa polega między innymi na tym, że my stajemy się pasterzami dla innych, że mamy na innych dobry wpływ. Zawężając tę Dzisiejszą Ewangelią do takiego znaczenia możemy zawęzić ją jeszcze bardziej. Możemy zobaczyć w niej wezwanie dla mężczyzn, żeby nie wstydzili się być pasterzami w swoich rodzinach.

W Piśmie świętym, jest wiele męskich opowieści. Można powiedzieć nawet, że Biblia z natury jest bardzo męska. Przypowieść o Miłosiernym Ojcu, wyrzucanie złych duchów przez Jezusa, historie patriarchów i proroków pełne są odniesień do męskiego serca. Historia każdego proroka nadaje się na mocny, sensacyjny film o wartkiej akcji. Powołanie apostołów to nic innego, jak zaproszenie mężczyzn do wielkiej, trudnej przygody. Piotr został nazwany „skałą”, a chyba większość facetów chciałoby być takimi „twardzielami”. Bardzo męska jest krytyka zdewociałych faryzeuszów i męska jest zachęta do pobożności prawdziwie dojrzałej. Długo można by mówić o cudach Chrystusa, które są pełne mocy. Męski jest sam symbol „pasterza”. Dla naszych górali twierdzenie, nawet nieśmiałe, że kobieta może też być bacą, pasterzem, będzie brzmieć jak herezja.

 

Tych typowo męskich miejsc w Piśmie św. jest tyle, że aż dziw bierze, że w kościołach na Mszach świętych więcej jest kobiet, niż mężczyzn. Winni takiego stanu rzeczy jesteśmy pewnie my księża, gdyż łatwiej mówi się do pań niż do panów. Nabożeństwa, procesje, kazania często odwołują się do emocji, uczuć, nastrojów, a te raczej nie pociągną za sobą mężczyzn. Mężczyzna potrzebuje się zmagać. Nie jest złem to, ze tęskni za wielkością, walką, siłą. Mnóstwo jest w Ewangelii stron, pociągających tym, co dla każdego mężczyny jest ważne. Pismo święte na każdym kroku dowartościowuje to, co męskie.

Wikingowie pozostawiali w spadku swoim synom miecz i nic poza tym. Resztę synowie musieli wywalczyć sobie sami. Chrześcijaństwo daje mężczyznom miecz Ewangelii, którym muszą wywalczyć swoje życie i życie dla swoich rodzin. To, co najcenniejszego może przekazać ojciec rodziny swoim dzieciom to właśnie ów miecz Ewangelii. Jeżeli dziecko będzie mogło powiedzieć, że uczyło się relacji z Bogiem od swojego ojca, to istnieje duża szansa, że swoją wiarę zachowa i będzie w niej wzrastać.

W religijnym wychowaniu dzieci przykład ojca jest najważniejszy. Potwierdza to chociażby fakt, że jeżeli w rodzinie nawróci się matka to w znacznie mniejszym stopniu pociąga za sobą pozostałych członków rodziny niż wówczas, kiedy nawraca się ojciec. Mężczyzna ma w sobie moc, żeby być kierownikiem duchowym tzn. pasterzem swojej rodziny. Mężczyźni są kierownikami duchowymi dla swoich dzieci i rodzin. Do takiego patrzenia na mężczyznę zaprasza Ewangelia o Dobrym Pasterzu. Idąc drogą Ewangelii  mężczyzna staje się oparciem dla innych, pasterzem prowadzących swoich bliskich na dobre pastwiska. Szkoda, że często to zadanie przerzuca na swoją żonę.

Mężczyzna ma naśladować pasterza w swoim domu i w swojej rodzinie. Wiedzą o tym religijni Żydzi. W rodzinie chasydów za wychowanie religijne dzieci o wiele bardziej niż matka odpowiedzialny jest ojciec. Chłopcy trzy lata pozostają pod wpływem matki, potem ich wychowaniem zajmuje się tata. Dojrzałość chłopca stwierdza się wówczas, kiedy po raz pierwszy czyta on w synagodze fragment Tory i komentuje go. Chłopiec jest dojrzały wówczas, kiedy potrafi zrozumieć i skomentować Słowo Boże. Jakże to inne kryterium dojrzałości, niż to potoczne, gdzie miarą dojrzałości jest osiągnięcie sprawności seksualnej.

W przekazie medialnym znajdziemy takie postawy, które promują mężczyzn niepanujących nad swoimi popędami i wadami; neurotyków, seksoholików, mężczyzn agresywnych, notorycznie nadużywających alkoholu. Te postawy nie mają w sobie nic, co odpowiadałoby dojrzałości. Taki mężczyzna nie jest w stanie poprowadzić siebie, prowadzą go namiętności.

Prawdziwa dojrzałość polega na dojrzałości umysłu i serca. Mężczyzna ma o taką dojrzałość troszczyć się w swojej rodzinie.  Taką dojrzałość osiągnie mężczyzza, który podąża drogą Ewangelii.

 

„Symbol wiary i Ojcze nasz znajcie na pamięć i dzieciom waszym przekazujcie, gdyż nie wiem, z jaką twarzą będzie się ktoś nazywał chrześcijaninem, jeżeli nie dba o nauczenie się tych pary wierszy Symbolu, czy Ojcze nasz. Dzieci, któreście na chrzcie trzymali, tak traktujcie, jak poręczyciele ich wiary przed Bogiem. Dlatego wasze rodzone dzieci, jak i te, których zostaliście rodzicami chrzestnymi, zawsze upominajcie i karćcie, aby żyły w czystości, sprawiedliwości i trzeźwości, a wy sami tak postępujcie, ażeby dzieci wasze, chcąc was naśladować, nie paliły się z wami w ogniu, ale razem z wami doszły do nagrody wiecznej.”

(św. Cezary z Arles)