Matki Boskiej Częstochowskiej.

Maryja. Rola (nie)drugoplanowa.

J 2, 1-11.

Historia, którą opisze nie jest zdradą czyichś tajemnic. W celach nie tylko terapeutycznych opowiadał ją jeden z moich znajomych, który jest jej głównym bohaterem. Był on przez długie lata alkoholikiem i narkomanem. Dzięki osobom, które podobnie jak on, były uzależnione, zaczął zmieniać swoje życie. Proces odzyskiwania swojego życia był dla niego drogą, na której odnajdywał szczęście i sens. Droga ta jednak nie była ława. Poznawał na niej prawdy o sobie, których wcześniej nie widział albo skrzętnie je przed sobą ukrywał. W pracy nad sobą doszedł do takiego momentu, w którym był przekonany, że wie już o sobie wszystko i że dobrze radzi sobie ze swoim uzależnieniem. Nie widział już poważnych problemów, którym nie mógłby sprostać. Był przekonany, że odzyskał panowanie nad swoim życiem i stał się dobrym mężem i ojcem. Był już wówczas bardzo zaangażowany w ruch pomocy ludziom, którzy podobnie jak on byli uzależnieni. Zdobył odpowiednią wiedzę, posiadał ogromne doświadczenie terapeutyczne, nie opuszczał mitingów, chętnie pomagał innym.

Burza na jeziorze

Pewnego dnia wybrał się ze swoim synem nad jezioro, żeby popływać z nim łódką. Wspólnie spędzony czas ze swoim synem był wpisany w terapeutyczną strategię bycia dobrym ojcem. Kiedy był ze swoim synem na jeziorze, o coś się posprzeczali. Syn nie wytrzymał napięcia spowodowanego przez sprzeczkę i wygarnął ojcu co właściwie o nim myśli. Powiedział, że co z tego, że ojciec chodzi na mitingi, że stał się ekspertem od uzależnień, skoro nadal jest człowiekiem agresywnym. Kiedy jest w domu nie da się tam wytrzymać, gdyż jego postawa wobec bliskich pełna jest przemocy. Nadal jest zwykłym chamem. Agresja i przemoc sprawiają, że dobre relacje są fikcją. Siedząc w łódce i trzymając wiosła, mój znajomy bardzo się zdenerwował. Z emocji trząsł się tak bardzo, że zanurzonymi wiosłami robił kółka na wodzie.

Pierwszoplanowy plan drugi

W głębi serca czuł jednak, że jego syn ma rację, że jego podstawowym problemem nie jest uzależnienie od narkotyków i alkoholu, ale od przemocy. To trudne i bolesne odkrycie dokonało się przy okazji. Najważniejszy problem, z którym powinien był już dawno się zmierzyć ukrywał się gdzieś w tle, na drugim planie jego życia. Rozpoznał go przy okazji wycieczki, która miała być przyjemnie spędzonym czasem. Rozpoznając swój podstawowy problem, rozpoczął terapię pozwalającą mu radzić sobie z uzależnieniem od przemocy. Ukrywaną prawdę o sobie usłyszał od swojego syna, od którego nie spodziewał się usłyszeć niczego aż tak ważnego i przełomowego.

Podobną sytuację i podobny klucz do problemów, które przynosi życie odnajdujemy w Ewangelii o weselu w Kanie Galilejskiej. Na weselu zabrakło wina. Rozwiązanie tego problemu znalazło się gdzieś obok i rozwiązał ten problem, ktoś, kto był obok, od kogo w żadnym wypadku nie spodziewano się pomocy. Podobnie może być w naszym życiu. Rozwiązanie problemów, z którymi zmagamy się już wiele lat może zależeć od innego podejścia do ich rozwiązywania niż myśleliśmy do tej pory. Może jest też tak, że pomoże nam w tym ktoś, o kim nie sądziliśmy, że potrafi być wnikliwy, mądry czy przydatny.

Na drugim planie sanktuarium

Jan Paweł II w kazaniu z okazji 600-lecia sanktuarium na Jasnej Górze zwrócił uwagę na działanie Boga, które dokonywało się w tle, na drugim planie sanktuarium. W obecności Maryi na Jasnej Górze nie są najważniejsze różne uroczystości, obecność wielu biskupów, wielotysięczne tłumy na wałach. Najważniejsze jest to co dzieje się obok, na drugim planie. Czego najczęściej się nie dowiemy, a co jest związane z nawróceniem, zmianą życia, odnajdywaniem jego sensu, porzuceniem zła, nagłym doświadczeniem Boga i zdobyciem żywej z Nim relacji.

Najczęściej nie możemy dowiedzieć się o tym potężnym działaniu Boga, ponieważ dotyczy tajemnicy ludzkich dusz, które tego doświadczyły. Papież w kazaniu z 1983 roku, które wygłosił na Jasnej Górze, powiedział, że niemymi świadkami tego potężnego działania Boga w sanktuarium Jasnogórskim mogą być kaplica obrazu, konfesjonały, czy Droga Krzyżowa na walach. Przemiany ludzkich losów i serc, doświadczenia Bożego światła i pocieszenia, odnajdywanie wiary i nadziei miało miejsce tuż obok tego, co było na pierwszym planie.

Na Jasnej Górze często dzieje się tak, że potężne i tajemnicze działanie Boga pozostaje innym nie znane, chociaż fizycznie mogli być gdzieś bardzo blisko, ale nie mogli wiedzieć, co działo się akurat w sercu tych, których Bóg nawiedzał potężnym, lecz skrytym działaniem. To, co najcenniejsze w Jasnogórskim Sanktuarium to właśnie to, co dzieje się w tle. Najważniejsze jest to, co dokonuje się w konfesjonałach, prywatnych modlitwach, w spotkaniu sam na sam z Bogiem, do którego klimat sanktuarium, a jeszcze bardziej Matka Boża, zaprasza. Drugi plan Sanktuarium na Jasnej Górze to ratunek i oparcie jakiego doświadczają pielgrzymi w biedzie, z którą przychodzą przed ikonę Maryi.

Nieznane oblicza cudu

Matka Boża jest dla nich pomocą i oparciem, tak jak była pomocą i oparciem w strapieniu ludzi na weselu w Kanie. Bez drugiego planu Wesela w Kanie, bez pomocy Maryi, nie byłoby cudu Jezusa. Bez drugiego planu, bez tła Jasnej Góry nie byłoby wielu cudów, które się tam dokonały, a o których nigdy się nie dowiemy, gdyż dotyczą intymnego działania Boga w tajemnicy różnych kłopotów, trosk i dramatów. Podobnie bywa w naszym życiu gdzie największych cudów Bóg dokonuje tam, gdzie nawet tego nie widzimy. Jest oparciem w naszej biedzie, jest pocieszycielem w smutku, nadzieją w zniechęceniu, bezpieczeństwem w przeciwnościach.

Ukryta siła

We wspólnotach zakonnych wielkim darem są osoby, które potrafią żyć na drugim planie, bez których normalne funkcjonowanie tych wspólnot byłoby wątpliwe. Kimś takim w naszym krakowskim klasztorze był przed laty świętej pamięci brat Gwala. Często można było zobaczyć go na korytarzu klasztornym z różańcem w ręku. Zobaczył go kiedyś, modlącego się, biskup Christoph Schönborn dominikanin powiedział, że zapewne dzięki niemu klasztor krakowski trwa i może się rozwijać. Kiedy jeden z ojców mieszkający w klasztorze porzucił kapłaństwo, brat Gwala wchodził wieczorami do jego celi i tam płakał…

W każdej wspólnocie zakonnej osoby, które potrafią mądrze przeżywać swoje powołanie, chociaż żyją gdzieś w tle tej wspólnoty, są wielkim darem. Swoją pokorą i cichą modlitwą mają większy wpływ na pozostałych braci, niż ktoś kto jest w pierwszym szeregu. Podobnie bywa w rodzinach gdzie wielkim darem są ci, którzy są na drugim planie. Babcie i dziadkowie, mądrze przezywając swoja starość, potrafią mieć większy wpływ na swoje rodziny niż wówczas kiedy byli aktywni i w pełni sił. Żyjąc w tle można zdziałać więcej niż wówczas, kiedy wpada się w wir aktywności i kiedy rozwiązuje się różne pojawiające się w życiu problemy licząc tylko na swój zdrowy rozsądek i spryt. Nie raz przecież nasz zdrowy rozsądek nie okazywał się zdrowy, a spryt wiódł nas na manowce.

Tło kluczem 

Maryja działająca na drugim planie na weselu w Kanie Galilejskiej uczy nas, że punkt ciężkości naszego życia może być gdzie indziej niż do tej pory sądziliśmy. Klucz do rozwiązania rożnych problemów może być w tym i w tych, którzy są w tle naszego życia. To, co do tej pory było przez nas pomijane może zawierać w sobie nowy początek, tak jak początkiem cudów Jezusa był cud w Kanie. Podobnie ci, których do tej pory nie docenialiśmy, może nawet pomijaliśmy, mogą pokazać nam zupełnie inną perspektywę naszego życia z jego problemami, tak jak nową perspektywę ukazała Maryja biesiadnikom na weselu w Kanie.

„Kiedy wielkie moje pragnienia zaczęły się stawać dla mnie męczeństwem, otwarłam listy świętego Pawła, aby znaleźć jakąś odpowiedź. Przypadkowo wzrok mój padł na dwunasty i trzynasty rozdział Pierwszego Listu do Koryntian. Przeczytałam najpierw, że nie wszyscy mogą być apostołami, nie wszyscy prorokami, nie wszyscy nauczycielami, oraz że Kościół składa się z różnych członków i że oko nie może być równocześnie ręką. Odpowiedź była wprawdzie jasna, nie taka jednak, aby ukoić moje tęsknoty i wlać we mnie pokój.

Nie zniechęcając się czytałam dalej i natrafiłam na zdanie, które podniosło mnie na duchu: „Starajcie się o większe dary. Ja zaś wskażę wam drogę jeszcze doskonalszą”. Apostoł wyjaśnia, że największe nawet dary niczym są bez miłości i że miłość jest najlepszą drogą bezpiecznie prowadzącą do Boga. Wtedy wreszcie znalazłam pokój.

Gdy zastanawiałam się nad mistycznym ciałem Kościoła, nie odnajdywałam siebie w żadnym spośród opisanych przez Pawła członków, albo raczej pragnęłam się odnaleźć we wszystkich. I oto miłość ukazała mi się jako istota mego powołania. Zrozumiałam, że jeśli Kościół jest ciałem złożonym z wielu członków, to nie brak w nim członka najbardziej szlachetnego i koniecznego; zrozumiałam, że Kościół ma serce i że to serce pała gorącą miłością. Zrozumiałam, że jedynie miłość porusza członki Kościoła i że gdyby ona wygasła, apostołowie nie głosiliby już Ewangelii, męczennicy nie przelewaliby już krwi. Zobaczyłam i zrozumiałam, że miłość zawiera w sobie wszystkie powołania, że miłość jest wszystkim, obejmuje wszystkie czasy i miejsca; słowem, miłość jest wieczna.

Wtedy to w uniesieniu duszy zawołałam z największą radością: O Jezu, moja Miłości, nareszcie znalazłam moje powołanie: moim powołaniem jest miłość. O tak, znalazłam już swe własne miejsce w Kościele; miejsce to wyznaczyłeś mi Ty, Boże mój. W sercu Kościoła, mojej Matki, ja będę miłością. W ten sposób będę wszystkim i urzeczywistni się moje pragnienie.”

(Św. Teresa z Lisieux)