IV Niedziela Wielkiego Postu

J 3, 14-21

Święta Teresa z Avila miała już 40 lat, kiedy przeżyła coś co odmieniło jej życie. Od dwudziestu lat była w klasztorze. Nie była tam jednak szczęśliwa. Życie klasztorne toczyło się monotonnie. Teresa nie zaniedbywała wspólnych modlitw, fizycznie miszkała w klasztorze, jednak jej serce było zupełnie gdzie indziej. Jej życie przypominało niesioną nurtem rzeki belkę. Modliła się raczej z przyzwyczajenia niż z miłości. Każdy dzień był taki sam, monotonny i nudny. Jakimś przerywnikiem nudy były częste odwiedziny jej przyjaciół.

Wówczas w tym marazmie, bylejakości, przeżyła coś co odmieniło jej życie. Trwał właśnie Wielki Tydzień. Jak co dzień weszła do klasztornej kaplicy. Był tam obraz cierpiącego Chrystusa, całego okrytego ranami. Tego dnia Teresa patrząc na obraz zobaczyła nie tyle obraz, ale odkupione w męce Chrystusa swoje grzechy i zobaczyła miłość. Jedno spojrzenie, zupełnie inne inne niż te którymi patrzyła do tej pory zmieniło jej życie. To proste wejrzenie przyniosło jej żarliwą wiarę i miłość. Jedno spojrzenie przyniosło pewność, że jest przez Boga kochana. Od tej chwili jej życie w klasztorze stało się zupełnie inne.

Spójrz na krzyż

Ewangelia o wywyższeniu Jezusa na krzyżu na podobieństwo węża wywyższonego na pustyni jest zachętą do takiego spojrzenia na krzyż, żeby widzieć odkupione w męce Chrystusa swoje grzechy i dostrzec ciągle ogarniającą nas miłość. Spojrzenie na krzyż leczy serce z ran, koi ból win spowodowany złymi wyborami, przywraca nadzieję.

Jezus mówi do Nikodema: „ Jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak trzeba by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne”(J 3, 14).

Nasze praktyki religijne mogą być złudne, nasza modlitwa może być tylko kręceniem się wokół siebie, a nasza wiara może ograniczać się do zastanawiania się nad tym czy Bóg istnieje. Możemy, zamiast patrzeć na krzyż, patrzeć na w lustro. Spoglądanie na krzyż może przywracać naszej relacji do Boga jej bardzo prosty charakter. Kontemplowanie krzyża może naszą więź z Bogiem otworzyć na tak bardzo potrzebną w tej relacji prostotę. Może być w końcu sposobem chroniącym nas przed duchowością niesionej nurtem rzeki belki.

Wielu świętych wzniosło się na wyżyny świętości pomimo wcześniejszych poważnych grzechów. Dostrzegli oni w krzyżu odkupienie swoich grzechów i miłość, która napędzała ich w życiu. Niestety jest też tak, że wielu, którzy w życiu się zatracili, wcześniej doświadczali różnych niebywałych łask od Boga. Byli świadkami nadzwyczajnych znaków. Pomimo tego, że wcześniej „uchwycili Boga za nogi”, ich wiara osłabła, a ich złe wybory doprowadziły ich do zapomnienia o Bogu.

Proste spoglądanie na krzyż może być lekarstwem przywracającym pamięć o Bogu. Chroniącym przed złymi wyborami, których konsekwencje na lata mogą pokomplikować nasze życie. Proste wejrzenie może odnowić relację do Boga, tak jak niespodziewanie przyniosło nowe życie Teresie z Avila. Miłość między zakochanymi często zaczyna się od jednego prostego spojrzenia.

Przejadły się przepiórki

Kiedy Izraelici wychodzili z Egiptu widzieli niesamowite znaki, później były przepiórki, manna i woda ze skały. W pewnym momencie to wszystko stało się zwyczajne. Manna spowszedniała, przepiórki się przejadły. Zaczęło się narzekanie, biadolenie i przypisywanie Bogu złych zamiarów. Grzech Izraela ściągnął plagę jadowitych węży. Ratunkiem okazało się umieszczenie na palu miedzianego węża. Ukąszony spoglądając na węża ratował życie. W tym prostym spojrzeniu była skrucha i uznanie swojej winy. Miedziany wąż stał się świętym znakiem Narodu Wybranego. Ze czcią był przechowywany w świątyni. Jednak wiele wieków później mądry król Ezechiasz zniszczył tę świętą pamiątkę Izraela, gdyż zamiast oddawać cześć Bogu jedynemu Izraelici zaczęli oddawać cześć miedzianemu wężowi. Wąż stał się talizmanem, bożkiem i dlatego trzeba było go zniszczyć.

Historia wywyższenia miedzianego węża na pustyni i późniejszego jego zniszczenia uczy nas, że trudno budować nam prostą relację z Bogiem. Potrafimy przywyknąć do znaków, które Bóg nam daje. Również nasza osobista religijność i kulty naszego własnego pomysłu mogę odbiegać od tego co Biblia mówi o zdrowej relacji z Bogiem. Bywamy podejrzliwi wobec Boga, nie dowierzamy, że w relacji z Nim wystarczy prostota i miłość.

Chcielibyśmy także zamknąć Boga w jakimś wyobrażeniu, w jednym jedynie słusznym sposobie pobożności, w formułach modlitewnych, które dzielimy na wyjątkowo skuteczne, skuteczne i te zwyczajne, codzienne. W ten sposób wpadamy w pułapkę religijności jako systemy wierzeń, zwyczajów, norm pomocnych w budowaniu stabilnego życia. Modlitwa staje się wówczas czymś w rodzaju buddyjskiego młynka modlitewnego, który wprowadzony w ruch modli się za nas i poza nami.

Krzyż zamiast buddyjskiego młynka

Spojrzenie na wywyższonego na krzyżu Syna Bożego przynosi nadzieję, sprawia, że rozwija się w nas życie duchowe, którego siłą wzrostu jest prostota i miłość.

Jeden z etapów egzorcyzmu polega na ukazaniu osobie egzorcyzmowanej krzyża. Ten moment obrzędu egzorcyzmu bywa bardzo dramatyczny. Osoba egzorcyzmowana szarpie się i zaczyna krzyczeć nieludzkim głosem. Reaguje ona tak jakby światło bijące z krzyża, rozdzierało w niej prastarą i wrogą ciemność. Dla egzorcysty, ten moment obrzędu, jest osobistym doświadczeniem mocy krzyża. Wręcz namacalnie można przekonać się wówczas, że Ci którzy wpatrują się w krzyż odzyskują zatrute przez zło życie. Światło bijące z krzyża sprawia, że stają się wolni. Zaczynają rozumieć, że ich zbawianie dokonało się na krzyżu Jezusa Chrystusa. Odczuwany przez nich ból, przekonuje ich, że ich ocaleniem jest krzyż Zbawiciela.

Proste modlitwa spoglądania na krzyż, może pomóc nam zachować nadzieję kiedy od lat nie radzimy sobie z jakimś grzechem, który ciągle nas policzkuje i wiąże. Prorok Izajasz obiecuje, że „W Jego ranach jest nasze zdrowie” (Iz 53, 5b). Jest tylko kwestią czasu, kiedy patrząc na krzyż, jak Izraelici na miedzianego węża, zostaniemy uzdrowieni i wyzwoleni. Modlitwa spoglądania na krzyż może przynieść pokój i ukojenie wówczas kiedy przygniata nas świadomość zła, które kiedyś popełniliśmy, a którego nie da się już naprawić. Męka Chrystusa ma nieskończona moc.

Ocalenie

Wystarczy tylko dostatecznie długo spoglądać na krzyż, a powróci utracony pokój serca. Nie ma takiego grzechu, zła, ciemności, których Bóg nie pragnąłby rozświetlić. Jeżeli nie radzisz sobie z ranami, które są skutkami twoich grzechów, uciszenia serca możesz szukać w krzyżu Jezusa Chrystusa. Spoglądanie na krzyż może okazać się również ratunkiem wówczas kiedy nie radzimy sobie z naszym pokomplikowanym i pogmatwanym sercem.

Kiedy trapi nas jakaś choroba duszy, nasze serce ściskają leki, czujemy się jakby na dnie naszej duszy zalegał jakiś potężny głaz, wówczas spoglądanie na krzyż może otworzyć nas na Boże światło. Wejrzenie na krzyż może przynieść uczucie ulgi, doświadczenie prostoty, lekkości ducha. Na krzyżu zostały rozerwane okowy zła. Patrząc na mękę Jezusa możemy doświadczyć, że nasze serce zostaje uproszczone, nasze osobiste krępujące nas okowy zła tracą swoją zniewalająca nas moc.

„Nie wstydźmy się wyznać ukrzyżowanego? Ufnie czyńmy znak krzyża palcami na czole i na wszystkim chlebie, który spożywamy, na kielichu, który pijemy, przy wejściu i wyjściu, przed snem, kładąc się na spoczynek, przy wstawaniu, chodzeniu i spoczynku! On jest wielką obroną. Nie muszą za niego płacić uboczy, trudzić się słabi. Od Boga jest dany jako łaska. Krzyż jest znakiem wierzących, postrachem szatanów. W krzyżu odnosi triumf, nad nimi wierny, jeżeli się nim znaczy z ufnością. Na widok krzyża przypominają sobie Ukrzyżowanego. Lękają się Tego, który smokowi starł głowę. Ceń tę pieczęć, a ponieważ jest darmo dana, czcij Dobroczyńcę tym więcej!(…)

Przede wszystkim trzymaj się krzyża – niewzruszonego fundamentu! Na nim buduj wszystko, co wynika z wiary! Nie zapieraj się krzyża!” (św. Cyryl Jerozolimski)